8 sierpnia 2009

Wspomnień czar...

Od trzech tygodni jesteśmy w ukochanym domu i pomimo, że już dawno chciałam opublikować kilka zdjęć z Anglii to jakoś się nie złożyło. Eh... trochę to wina mojego lenistwa i zachłyśnięcia się brakiem ram czasowych, trochę zwyczajnym zapracowaniem i tych trochę jest trochę, więc wszystkich wymieniać nie będę... No cóż jakby nie było powoli będę się starać nadrabiać zaległości przez co czasoprzestrzeń na tym blogu ulegnie małemu zaburzeniu;) Mam nadzieję, że się w tym wszystkim połapiecie:P

No to zaczynamy:)

W Anglii pracowaliśmy ponad rok z przerwami, ale o pracy nudzić mi się nie chce bo to naprawdę nic ciekawego;) Za to gdy tylko mogliśmy się z pracy wyrwać pakowaliśmy plecaki wsiadaliśmy na odjazdowe rowery z "pchlego targu" ( lub do samochodu Ani i Tomka:D) i pędziliśmy przed siebie w poszukiwaniu pięknych miejsc i wrażeń.
Jednym z częstych miejsc naszych odwiedzin było tętniące życiem Southampton - miasto z którego wypłynął Tytanic, które zauroczyło nas swoimi kolorami i różnorodnością.

A to już Bournemouth które zwiedziliśmy 1 czerwca za sprawą Cori i Taviego (o których będzie tutaj osobny wpis) i generalnie w dzień jest baaaardzo nudne a życie tam zaczyna się w nocy.
To właśnie miasto było miejscem naszej ostatniej Angielskiej wyprawy z której kilka zdjęć przedstawiam poniżej:

Zapowiedź nocnego "festiwalu wolności" na plaży rozpoczynającego się paradą - tutaj wersja ugrzeczniona;)

No i moje architektoniczne widzimisię:)))

Ocean, parasol i ja... Paweł swoje zdjęcia ocenzurował ... no cóż:D

Wracając pociągiem z Bournemouth wysiedliśmy w Christchurch aby zobaczyć Gotycką Katedrę - Christchurst Priory Church która uznawana jest za najstarszą w Anglii. Wspaniałe miejsce z niezwykłym chórem - na którego występ mieliśmy farta przypadkiem trafić:

Na koniec ja i kilka myśli moich
Anglia zawsze będzie dla mnie krajem pachnącym truskawkami, kwitnącym magnoliami, galopujacych po ogromnych wrzosowiskach dziko żyjących koni... Krajem dzięki któremu marzenia stały się na wyciągnięcie ręki... A co najważniejsze miejscem w którym poznałam mnóstwo tak skarajnie różnych ludzi... a wśród nich Corinę wspaniałą kobietę o niesamowitej sile ducha - moją cudowną przyjaciółkę oraz wiele innych wartościowych ludzi którzy pomogli mi wiele zrozumieć...
Przedewszystkim pomogli mi zobaczyć jak wielkie mam w życiu szczęście bo... to zostawię dla siebie;)
A teraz? Teraz czas zacząć kolejny życiowy rozdział... miejscem jego akcji będzie Polska, głównymi bohaterami Paweł, ja i osób kila(naście,...dziesiąt,...set?) a wątkiem fotografia, podróże i książki...

7 komentarzy:

  1. świetne, moją uwagę bardzo przykuło to symeytryczne odbicie chyba sufitu, znakomite gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  2. wookie:
    To zdjęcie Paweł zrobił - on wszędzie widzi jakieś odbicia:) A ja je baaaardzo lubię może dlatego, że ostatnio mam jakiegoś kręćka na punkcie symetrii. Wiem, że to fotograficzne raczkowanie, ale lubię i już. Pewnie wkrótce mi przejdzie jak wszystkie moje dziwne wizje w życiu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. zdecydowanie musicie czesciej wyjezdzac jesli macie wracac z takimi wspomnieniami. witajcie w domu ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, dzięki za tę fotograficzną wycieczkę :D Czekam na więcej Kochani :D

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne zdjęcia ! byłam w Anglii więc mam do tego miejsca ogromny sentyment .. :))

    OdpowiedzUsuń
  6. fantastyczne kolory:) balonowy pan mi się podoba:) i nawet sponge bob'a ma:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. jakbym czytała o sobie :)))))))))))))że ja wcześniej nie zauważyłam !

    OdpowiedzUsuń