Pomimo, że w moim przypadku jazda to zbyt wielkie słowo; to sentyment do tej formy rekreacji mam ogromny. Gdy nakładam śmieszne buciory i wchodzę na lód ożywają me dziecięce i te trochę późniejsze wspomnienia. Wracam do czasów wielkich zimowych wypraw z Elą i jej Dziadkiem, który pierwszy raz pokazał nam ten fajny sport przed świętami, gdy Dzieci i Mężowie w domu to przeszkadzajki:) Do dziś pamiętam jak w wielkich wełnianych czapkach z pomponami, trzymając się za ręce obijałyśmy się o barierki. Dobrze, że miałyśmy lat góra 6 i zęby mleczne.
Później była dłuuuga przerwa, aż do czasów szkoły średniej kiedy to lodowisko stało się moim ulubionym miejscem na wagary:) Na jednych z nich poznałam Pawła - pana (przyszłego wtedy)fotografa który takie oto zdjęcia ładne robi:
Rozpoczęcie sezonu 2008/09:
Jak widać pierwsze próby dość nieudolne były:D




A tutaj podejście drugie:




Pod koniec jazdy musiałam Pawciorowy kadr podtrzymać bo mało nie padł z wrażenia:D

Ps. Kilka lat później (a dokładnie 7) po lodowych przeprawach przez me zamarznięte serce tamten Blondas z długimi włosami został moim Mężuchem najukochańszym:D Dodam, że Mężuchem kompletnie wyjątkowym bo na łyżwach jeździć nie lubi, ale wiedząc jaką frajdę mnie to przynosi dzielnie mi towarzyszy:D - szczękając zębami za barierką:D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz